1 kwietnia 1990 roku zapisał się złotymi zgłoskami w historii lubelskiego żużla. Wtedy bowiem swój debiut w barwach Motoru Lublin zaliczył ówczesny mistrz świata – Hans Nielsen. Duńczyk był pierwszym zawodnikiem światowego formatu, który pojawił się w polskiej lidze.

– To była duża niespodzianka i właściwie nie chciało się wierzyć, że taki ruch jest możliwy. Nie ma co ukrywać, że część żużlowych działaczy w Polsce do końca nie wierzyła, że Hans wystąpi w Lublinie i mówiła, że prędzej im kwiatki na rękach wyrosną – wspomina Jacek Ziółkowski.

W związku z przypadającą wówczas datą wiele osób spodziewało się, że zapowiadane przybycie Nielsena będzie jedynie primaaprilisowym żartem. Tymczasem ku uciesze lokalnych kibiców, słynny „Profesor z Oxfordu” pojawił się na stadionie przy Alejach Zygmuntowskich. – Niejednokrotnie już mówiłem, że Hans był u nas wyczekiwany i przyjmowany jak papież – uśmiecha się Marek Kępa, jedna z legend lubelskiego żużla. – Dla Lublina to był wtedy szok. Także dla wielu zawodników, którzy zobaczyli człowieka z jakby innej planety. Jego kolorowe kombinezony i perfekcyjny sprzęt robiły wtedy ogromne wrażenie – dodaje.

Fot. Mieczysław Bielak, Stanisław Szalak; Archiwum: Marcina Wnuka;
(od lewej M.Iwaniec, M.Kępa, D.Stenka, D.Śledź, H.Nielsen, L.H.Jorgensen, J.Mordel, J.Głogowski)

Motor był wówczas ligowym beniaminkiem, który podejmował na lubelskim torze ROW Rybnik. Spotkanie zakończyło się zwycięstwem zespołu gospodarzy 50:40. Nielsen zdobył w tamtych zawodach 14 punktów w pięciu startach, tylko raz przyjeżdżając na metę na drugiej pozycji. – Tor był tego dnia bardzo twardy, przez co w meczu nie było zbyt wielu mijanek. W jednym z wyścigów Hans nie poradził sobie z Eugeniuszem Skupieniem. Przegrał start, a przy tak twardej nawierzchni ciężko było potem zaatakować rywala. Nasza drużyna wtedy wygrała, choć pamiętam, że zawodnicy z Rybnika zanotowali kilka defektów jadąc na punktowanych pozycjach – podkreśla Jacek Ziółkowski.

14 oczek w tym historycznym meczu przy Alejach Zygmuntowskich zdobył także rodowity lublinianin Dariusz Śledź. – Debiut Hansa był wielkim wydarzeniem nie tylko dla lubelskiego żużla, ale ogólnie dla całego sportu w Polsce – mówi popularny „Rybka”. – Dla nas jako zawodników to również było duże przeżycie, bo każdy wiedział ile nazwisko Nielsena znaczy w speedwayu. Czy występ u boku Duńczyka był spełnieniem marzeń? Marzeniem to było pokonać go na torze (śmiech). Cieszyliśmy się, że możemy się od niego uczyć, a także, że pomimo gwiazdorskiego statusu się nie wywyższa i jest bardzo otwarty wobec wszystkich. Bo to był całkiem normalny mistrz świata – śmieje się Śledź.

fot. materiały TVP Sport

Debiutowi Nielsena towarzyszyło ogromne zainteresowanie. Na stadionie pojawił się nadkomplet publiczności. – Trybuny były tak zapełnione, że w ogóle nie było widać schodów. A warto pamiętać, że pojemność stadionu była wtedy większa niż obecnie, bo nie było jeszcze zamontowanych krzesełek, tylko ławki lub betonowe stopnie. Myślę, że na żywo ten mecz zobaczyło około 20 tysięcy ludzi – mówi Jacek Ziółkowski.

Otoczka pamiętnych zawodów z 1990 roku zrobiła także wrażenie na utytułowanym Duńczyku, który do dziś ciepło wspomina tamten kwietniowy dzień. – Nigdy tego nie zapomnę. Na trybunach było mnóstwo widzów, poza tym chyba z 200 dziennikarzy i atmosfera jakby odbywał się tutaj niemalże finał mistrzostw świata – przyznaje żużlowiec, który nadal cieszy się w Lublinie dużą popularnością i jest traktowany z ogromnym szacunkiem. Jego wpływ na rozwój speedwaya w Polsce był bowiem znaczący.

– Dzięki przybyciu Hansa do naszej ligi, na polskim rynku pojawił się nowy żużel. Ten transfer odmienił realia „czarnego sportu” w kraju i przyniósł korzyści trwające aż po dzisiejsze czasy. To właśnie zakontraktowanie Nielsena sprawiło, że do Polski zaczęto ściągać kolejne duże nazwiska – uważa Marek Kępa.


DRUŻYNA WICEMISTRZÓW POLSKI 1991
Fot. Mieczysław Bielak, Stanisław Szalak; Archiwum: Marcina Wnuka;
(Od lewej: J. Mordel, M. Muszyński, D. Stenka, T. Pawelec, H. Nielsen, kierownik drużyny S. Gąszcz
W dolnym rzędzie: D. Śledź, L. Adams, M. Kępa)

Wszystkie osoby, które miały styczność z Nielsenem zgodnie twierdzą, że to nie tylko wybitny sportowiec, ale również bardzo sympatyczna osoba. – Nie chodzi nawet o ilości punktów, jakie zdobywał, ale również o to, że z nim nigdy nie było żadnego problemu. W trakcie pobytu Hansa w naszym klubie byłem kilka lub kilkanaście razy kierownikiem drużyny i naprawdę współpraca układała się doskonale. Nigdy nie marudził na numer startowy lub cokolwiek innego. Pojawiał się na stadionie, patrzył na tor i robił swoje. Jgo pobyt w naszym klubie to były piękne czasy. Nie wierzyłem, że pod względem zainteresowania kibiców taki okres kiedykolwiek powróci. Na szczęście, podobna euforia miała miejsce w ostatnich sezonach – kończy Ziółkowski.

Srebrna drużyna z sezonu 1991 w roku 2017 (fot. W. Szubartowski)

Hans Nielsen jeździł dla Motoru w latach 1990-1993. W swoim drugim sezonie w barwach lubelskiego klubu Duńczyk był jednym z autorów największego jak dotąd sukcesu naszego klubu, czyli drużynowego wicemistrzostwa Polski.


Fot. Mieczysław Bielak, Stanisław Szalak, Archiwum Marcina Wnuka;
(Kask czerwony: H.Nielsen, kask żółty: T. Gollob)