Rozmawiamy z Andreasem Jonssonem, najskuteczniejszym zawodnikiem Speed Car Motoru Lublin w minionym sezonie, który zostanie w naszym klubie na kolejny rok.

Nie zastanawiałeś się zbyt długo nad podpisaniem nowego kontraktu. Zrobiłeś to kilka dni po finałowym meczu z ROW-em Rybnik…
Zgadza się. Wiedziałem, że chcę tu zostać, ponieważ bardzo podobał mi się miniony sezon, który zakończyliśmy dużym sukcesem. A teraz chciałbym ponownie sprawdzić się w Ekstralidze. Wiem, że będzie bardzo ciężko i doskonale pamiętam, dlaczego rok temu zdecydowałem się przenieść na poziom pierwszoligowy. Jednak chcę znów spróbować swoich sił i zobaczyć, czy będę w stanie tam regularnie punktować.

Jak możesz podsumować zakończony niedawno sezon?
Od początku czułem się dość komfortowo i uważałem, że jesteśmy jedną z najlepszych drużyn w lidze. Czułem, że jesteśmy silnym zespołem i nawet jeśli któryś z nas nie miał swojego najlepszego dnia, to koledzy ze składu wypełniali luki po nim. Od numeru 1 do „siódemki” byliśmy mocni, mieliśmy także dobre rezerwy. Jednak w trakcie sezonu spotkały nas problemy z kontuzjami i innego rodzaju trudnościami, dlatego pod koniec rozgrywek zacząłem odczuwać pewien stres. ROW Rybnik jechał coraz lepiej, a my zanotowaliśmy kilka porażek przed fazą play-off. Martwiło mnie to, nawet pomimo tego, że wiedziałem, że nie było na nas presji, by zwyciężyć w tych spotkaniach. Poczułem pewną ulgę, gdy wygraliśmy półfinał w Daugavpils, ale przed pierwszym finałem w Rybniku nadal byłem nieco zestresowany. Gdy przegraliśmy różnicą 14-tu punktów, wiedziałem, że taką stratę można odrobić, ale zdawałem sobie sprawę, że to będzie bardzo trudne zadanie. Do rewanżowego finału przystępowaliśmy z przeświadczeniem, że nie mamy nic do stracenia, a wszystko do wygrania. Udowodniliśmy to na torze i pokazaliśmy się z najlepszej strony. Walczyliśmy do ostatniego biegu i finalnie zwyciężyliśmy, z czego jestem bardzo szczęśliwy. Choć sezon na pewno był ciężki.

Od początku czułeś, że zespół stać na awans?
Zdecydowanie, ponieważ taki mieliśmy cel i z naszym składem mieliśmy na to szanse. Wierzyłem w tę drużynę, ale w speedwayu niczego nie można być pewnym. Jazda na żużlu jest bardzo ryzykowna i w każdym biegu ktoś może doznać kontuzji lub innego rodzaju problemów. Też mieliśmy swoje kłopoty w trakcie sezonu, ale uporaliśmy się z nimi w odpowiednim momencie. Dlatego końcowy sukces smakował jeszcze lepiej.

Jaki to był dla ciebie sezon pod względem indywidualnym?
Nie wziąłem udziału w zbyt wielu indywidualnych zawodach. To zupełnie nie był mój sezon w cyklu Tauron SEC, w którym nic nie szło po mojej myśli. Jednak jestem całkiem zadowolony z wyników, które osiągałem w Nice I Lidze Żużlowej, a także w szwedzkiej Elitserien. Ogólnie, cieszyłem się tym sezonem, nawet pomimo słabszej dyspozycji w Indywidualnych Mistrzostwach Europy.

Po raz ostatni występowałeś w pierwszej lidze w Polonii Bydgoszcz w 2008 roku i wtedy także wywalczyłeś awans, tak jak teraz ze Speed Car Motorem. Historia lubi się powtarzać?
Na to wygląda (śmiech). To był inny czas mojej kariery i po tym jak spadliśmy z Polonią z Ekstraligi odczuwałem za to swego rodzaju odpowiedzialność. Chciałem doprowadzić drużynę z powrotem na najwyższy szczebel i dlatego zostałem. Cieszę się, że wówczas zrealizowaliśmy nasz cel. Teraz było trochę inaczej, bo rok temu ścigałem się na poziomie ekstraligowym, ale zdecydowałem, że chcę zejść ligę niżej. Otrzymałem propozycję z Lublina i jestem za nią bardzo wdzięczny, ponieważ zanotowaliśmy bardzo dobry sezon i świetnie się czułem w tym klubie.

Spodziewałeś się, że aż tylu fanów będzie przychodzić na mecze na lubelskim stadionie?
To było coś! Zdaję sobie sprawę, że w Lublinie nie ma największego stadionu żużlowego w Polsce, ale obiekt jest wypełniony po brzegi na każdym spotkaniu. To niesamowite. Taka frekwencja sprawia, że czujesz się silniejszy i masz przeczucie, że robisz coś ważnego. Nasi kibice wspaniale nas dopingowali i również byli częścią sukcesu w tym sezonie.

Co najbardziej utkwi ci w pamięci po tym sezonie?
Zdecydowanie rewanżowy mecz finałowy. To był najlepszy moment roku. Mam wiele wspomnień. Przede wszystkim pamiętam, że byłem zdenerwowany przed pierwszym spotkaniem sezonu, które zakończyło się remisem z Orłem Łódź. Poczułem ulgę po tym meczu, bo przekonałem się, że prezentujemy wysoki poziom i nawet pomimo braku zwycięstwa czułem, że stać nas na wiele.

Czyli po tylu latach w sporcie żużlowym nadal denerwujesz się przed zawodami?
Oczywiście, i to bardzo. Wydaje mi się, że to jest właśnie klucz do dobrej jazdy, ponieważ to oznacza, że bardzo zależy mi na żużlu. Cały czas odczuwam duży stres przed startami i nie potrafię temu zaradzić.

Czy Ekstraliga będzie dużym wyzwaniem dla Speed Car Motoru?
Nie wiem czy tak to postrzegam. Po prostu cieszę się, że tam już jesteśmy. Na pewno wywalczenie awansu z I ligi na najwyższy poziom wiąże się z wieloma trudnościami i presją. Spinanie budżetu, kompletowanie składu i pilnowanie spraw organizacyjnych wymagają wysiłku wielu osób. Jako beniaminkowi będzie nam ciężko, ale nie mogę się już doczekać następnego sezonu i wiem, że każdy zawodnik oraz pracownik klubu postara się wykonać swoje zadania jak najlepiej.

Sponsorem biura prasowego jest: