Zachęcamy do lektury pierwszej rozmowy z Kubą Jamrogiem po transferze do naszego klubu!

Jakie były okoliczności twojego transferu do Speed Car Motoru Lublin?
Trzeba zacząć od tego, że już w tamtym roku wszyscy dookoła mnie przymierzali do Motoru i łączyli z tym klubem. Los jednak tak wszystko poukładał, że podpisałem tu kontrakt na sezon 2020. Nie chciałbym wchodzić w szczegóły, ale powiem szczerze, że to był zwariowany okres transferowy. Bardzo chciałem jeździć w Motorze, bo mam w Lublinie dużo znajomych i wiem, że jest tutaj świetna atmosfera. Poza tym, moje ostatnie wyniki na lubelskim torze były w porządku. Lubię ten owal, bo jest on trochę podobny do tego, z którego się wywodzę, czyli z Tarnowa. Zeszliśmy się z klubem naturalnie, bo zarówno ja chciałem tego transferu, jak i druga strona, więc pozostaje się tylko cieszyć.

W październiku zdołałeś nawet odbyć sesje treningowe na lubelskim torze, więc poznajesz go coraz lepiej…
Tak, choć generalnie nie jest mi obcy. W ciągu ostatnich lat miałem wiele okazji, żeby na nim jeździć, najpierw w zawodach młodzieżowych, a potem w sparingach i meczach ligowych na niższym poziomie rozgrywkowym. Dlatego jestem podekscytowany, że będę mógł startować tu częściej i widzę w tym dużą szansę na kolejny krok do przodu w swojej karierze. A jeśli chodzi o ostatnie treningi, to chciałem w nich sprawdzić pewne pomysły, które chodziły za mną od pewnego czasu. Wiadomo, że każdy zawodnik próbuje udoskonalać swój sprzęt oraz jazdę i ja również tak robię. Tym razem sprawdzałem ustawienia w ramach. Fajnie, że miałem okazję zrobić to jeszcze w tym roku, bo Motor był chyba jedynym klubem w Polsce, który umożliwiał treningi nawet pod koniec października.

Jakie są twoje cele indywidualne i drużynowe na przyszły sezon?
Jeśli chodzi o zespół, to widać jakie w Lublinie jest pragnienie wyniku wśród kibiców. Myślę, że otwarcie możemy mówić o tym, że będziemy walczyć o najlepszą czwórkę PGE Ekstraligi. Natomiast indywidualnie chciałbym mocno poprawić swoją średnią biegopunktową, która w 2019 roku spadła w porównaniu do poprzedniego sezonu. Teraz chciałbym zrobić dużo lepszą średnią. Myślę, że w takiej drużynie jest to realne i będzie mi to dane.

Sezon 2019 zakończyłeś ze srebrnym medalem mistrzostw Polski, ale chyba liczyłeś na trochę więcej jazdy w barwach Betard Sparty Wrocław?
Tak. Ogólnie, ktoś policzył, że więcej biegów pojechałem w 14 meczach dla Unii Tarnów w 2018 roku, aniżeli w 18 spotkaniach dla klubu z Wrocławia w minionych rozgrywkach. Wiadomo, że Sparta miała mocne parcie na medal i przez to były wprowadzane różne zmiany. Czasami z tego powodu cierpiałem, a czasami było dla mnie dobrze, bo jeździłem w piętnastych biegach. To była duża sinusoida. Cieszę się, że teraz trafiłem do Motoru, bo wierzę, że będę miał w tej drużynie więcej tlenu.

Powrót Lublina do PGE Ekstraligi był odebrany bardzo pozytywnie w całym żużlowym środowisku, głównie ze względu na frekwencję na stadionie i niesamowity doping. Też byłeś pod wrażeniem atmosfery przy Alejach Zygmuntowskich?
Oczywiście. Po meczu w minionym sezonie, gdy wraz z wrocławską drużyną wyszliśmy do naszych kibiców, by podziękować im za wsparcie, zaczęliśmy być zapraszani przez miejscową publiczność, żeby wskoczyć za bandę i poprzybijać „piątki”. Muszę przyznać, że początkowo trochę się baliśmy i byliśmy zdziwieni, bo takie sytuacje nie były spotykane do tej pory. Jednak ktoś z lubelskiego klubu uspokoił nas, że nie mamy się czego obawiać, więc przeszliśmy dookoła stadionu i czuliśmy się jak u siebie. To było coś wspaniałego. Dlatego bardzo zasłużenie kibice Motoru otrzymali nagrodę na gali PGE Ekstraligi za doping i atmosferę, bo o to właśnie w żużlu chodzi. Ta dyscyplina wyróżnia się kibicowaniem w rodzinnym, pozytywnym klimacie. Tu nie ma zagrożenia, że małe dzieci usłyszą za dużo wulgaryzmów lub po stadionie będą latały kamienie. Ogólnie uważam, że ja i Motor mamy ze sobą coś wspólnego, ze względu na to, że PGE Ekstraliga jest trochę „zabetonowana”. Niektórym wydaje się, że mogą w niej jeździć wyłącznie kluby z Leszna, Wrocławia, czy Zielonej Góry, a wszystkich, którzy są w tym gronie nowi skazuje się na pożarcie po dostaniu się do elity. Tymczasem Lublin pokazał, że jest dla niego miejsce na tym poziomie. Wobec mnie również często pojawiały się głosy, że nie poradzę sobie w najlepszej lidze świata, ale potrafiłem niejednemu utrzeć nosa. Zdaje sobie sprawę, że przede mną jeszcze wiele pracy, ale myślę, że moja pozycja w PGE Ekstralidze powoli się „gruntuje”, podobnie jak Motoru. Dlatego uważam, że jestem w odpowiednim miejscu. Możemy sobie wzajemnie pomóc i razem rozwijać skrzydła.

Planujesz w przyszłym roku starty w ligach zagranicznych?
Na ten moment mam pewną jedynie ligę czeską, nic ponadto. Podchodzę do tego tematu spokojnie. Jeśli pojawi się propozycja i będzie można poukładać to logistycznie, to możliwe, że zdecyduje się na podpisanie kontraktu. W tamtym roku w Szwecji trochę sparzyłem się na paru meczach pod kątem logistyki i nie chciałbym tego powtarzać. Priorytetem jest dla mnie PGE Ekstraliga, więc wszystkie inne starty będą na pewno konsultowane ze sztabem szkoleniowym Motoru, by skoncentrować się głównie na jeździe w Polsce.

Poza zmianą klubu planujesz jakieś zmiany w sprzęcie, teamie lub przygotowaniach do sezonu?
Od tamtego roku powiększyłem swój team o menadżera oraz drugiego mechanika. Teraz dojdzie do wymiany jednego mechanika i wierzę, że to będzie zmiana na plus. Co roku, by iść do przodu, staram się wymieniać różne elementy, zarówno w motocyklach, silnikach, jak i sobie czy teamie pod względem personalnym. Powiem szczerze, że obecnie mam wszystko, żeby osiągać dobre wyniki. W końcu doszedłem do etapu, który wcześniej planowałem sobie w długofalowej perspektywie. Naprawdę bardzo pozytywnie patrzę w przyszłość i nie mogę się już doczekać sezonu 2020.