Przed Wami rozmowa z kolejnym z naszych nowych zawodników. Sprawdźcie, co usłyszeliśmy od Mateja tuż po jego transferze do „Koziołków”!

Dlaczego wybrałeś ofertę kontraktu od Speed Car Motoru Lublin i czy długo się nad nią zastanawiałeś?
Zacznę od tego, że bardzo się cieszę, że tu trafiłem. Gdy przyjechałem do Lublina na mecz w barwach Włókniarza, to przekonałem się o kilku rzeczach, które są bardzo ważne. Po pierwsze, że dobrze mi szło na lubelskim torze. Po drugie, że klub nieprzypadkowo otrzymuje wiele pochlebnych opinii. Wreszcie, że kibice Motoru tworzą świetną atmosferę. Mogę więc zapewnić, że naprawdę postaram się o to, by fani z Lublina mieli w przyszłym roku jeszcze więcej powodów do radości. A jeśli chodzi o szczegóły mojego transferu, to szybko dograliśmy je z prezesem Jakubem Kępą. Kiedy spotyka się dwóch normalnych ludzi, to nie ma żadnych problemów z dogadaniem się.

W trakcie swojej kariery nie miałeś zbyt wielu okazji, by startować na lubelskim torze. Myślisz, że będziesz potrzebował dużo czasu, żeby go „rozgryźć”?
Wydaje mi się, że jedyny raz w karierze startowałem w Lublinie podczas sierpniowego meczu PGE Ekstraligi razem z forBET Włókniarzem Częstochowa. Zdobyłem wtedy 11 punktów, a to w miarę dobry rezultat. Na pewno treningi pomogą mi lepiej zaznajomić się z lubelskim torem. Generalnie, to nie ma co robić z tego dużego problemu lub wielkiej filozofii. Nic się w końcu diametralnie nie zmienia i to nadal jest po prostu żużel. Trzeba cieszyć się jazdą i mam nadzieję, że tak właśnie będzie w następnym sezonie. Żużel przede wszystkim ma sprawiać radość.

A czy minione rozgrywki były dla ciebie udane?
Ogólnie jestem trochę zawiedziony, bo miałem większy apetyt na 2019 rok pod względem sportowym. Wyszło jednak trochę inaczej. Na koniec sezonu pozmieniałem pewne rzeczy i było już dużo lepiej. Uważam, że ważne jak kończysz rozgrywki, a nie jak je zaczynasz. Choć oczywiście w przyszłym roku chciałbym mieć równą, dobrą formę przez cały czas, bo to jest bardzo ważne. Patrząc na osiągnięcia z tego roku. to jestem zadowolony ze zdobycia brązowego medalu z Włókniarzem. W dwumeczu o trzecie miejsce na podium zdobyłem 24 punkty, co jest dobrym wynikiem.

Speed Car Motor Lublin był przez wiele osób określany w tym roku jako pozytywny powiew świeżości w PGE Ekstralidze. Podzielasz tę opinię?
Z tego, co pamiętam to przed rozpoczęciem sezonu nie było chyba żadnej osoby, która mówiłaby, że Lublin się utrzyma. Dlatego później była grupa pozytywnie zaskoczonych ludzi, ale też takich, którym taki obrót spraw nie pasował. Moje podejście jest takie, że nie wyklinam rzeczywistości, tylko biorę ją taką, jaka jest. Lubię tego rodzaju powiewy świeżości i uważam, że dokonałem słusznego wyboru transferowego.

Z pewnością wiele osób upatruje w tobie kandydata na lidera drużyny. Widzisz siebie w tej roli?
Wiadomo, że liczę na to, że będę dobrze i regularnie punktował od początku do końca sezonu. Dzięki końcówce poprzednich rozgrywek wiem, w którą stronę należy zmierzać. Mam zamiar przyjechać do Lublina przed rozpoczęciem nowego sezonu, żeby porządnie tu potrenować. Trzymam się określonego planu przygotowań i oby to wszystko zagrało. Nie ma co ukrywać, że nie jeżdżę na żużlu od dwóch czy trzech lat, tylko jestem bardzo doświadczonym zawodnikiem. Dlatego w ciągu kilku treningów powinienem zająć się kwestią dopasowania sprzętu do tego toru. Chcę na nim prezentować się możliwie jak najlepiej, podobnie jak na innych owalach. W przyszłym roku interesują mnie tylko Grand Prix i PGE Ekstraliga. Na niczym innym się nie skupiam.

W ostatnich latach liczyłeś na wyższe lokaty w cyklu Indywidualnych Mistrzostw Świata?
Tak. W tym roku zająłem dziewiąte miejsce, a wcześniej byłem ósmy. Można powiedzieć, że szału nie ma, ale tragedii też nie (śmiech). Liczę na więcej, ale przyjmuje te wyniki. Zawsze jest nowy sezon, w którym można coś poprawić. Choć wiadomo, że bez odpowiednich korekt i ulepszeń, nic się nie zmieni. Jestem tego świadom i działam do przodu. Mam nadzieję, że ta praca zaowocuje.

Z którymi obecnymi zawodnikami Motoru znasz się najlepiej?
Z Griszą Łagutą i Mikkelem Michelsenem jeździliśmy razem w szwedzkiej Smedernie Eskilstuna w 2017 roku. Wywalczyliśmy wtedy mistrzowski tytuł, choć nikt się tego nie spodziewał. Przed sezonem drużyna była uznawana za średnią, ale tworzyliśmy tam wraz z chłopakami świetną atmosferę. Szczere relacje i wzajemne wsparcie poniosły nas do złotego medalu, na który kibice czekali wówczas blisko 40 lat. A teraz już trzy razy z rzędu ten klub był najlepszy w lidze. Taki wynik nas łączy i zawsze miło wspominamy ten okres, gdy widzimy się na różnych zawodach. Mam nadzieję, że w przyszłości będziemy także chętnie wracać myślami do udanego sezonu 2020 w barwach Motoru.