Rozmawiamy z Mikkelem Michelsenem, który w 2019 roku był jednym z liderów naszej drużyny i został wybrany „Odkryciem sezonu” PGE Ekstraligi. Duńczyk wywalczył ponadto Indywidualne Mistrzostwo Europy. Cieszymy się, że w kolejnych rozgrywkach nadal będzie bronił barw Speed Car Motoru Lublin.

Jak możesz podsumować miniony sezon?
Pod względem drużynowym był on dla nas podzielony na wzloty i upadki. Choć na pewno przed rozpoczęciem rozgrywek wiedzieliśmy, że będzie ciężko. Mieliśmy jeden główny cel, którym było pozostanie na kolejny rok w PGE Ekstralidze. Moim zdaniem fakt, że zdołaliśmy to uczynić jest dużym osiągnięciem dla klubu, zwłaszcza, po powrocie do elity po wielu latach. W kolejnym sezonie najprawdopodobniej będziemy mierzyć jeszcze wyżej i zobaczymy, jak to wszystko się potoczy.

Pod względem indywidualnym też miałeś powody do satysfakcji, zwłaszcza w cyklu SEC.
Zgadza się. Miałem też jednak rezultaty, które były dla mnie bardzo rozczarowujące. Moim głównym celem było zakwalifikowanie się do Grand Prix na kolejny sezon. Najprawdopodobniej mam za sobą najlepszy sezon w mojej karierze, bo jeździłem bardzo dobrze w ligach w Polsce oraz Szwecji. Praktycznie przez cały rok nie popełniałem większych błędów, ale kiedy przyszedł czas na GP Challenge, miałem po prostu zły dzień. Nie jeździłem wtedy dobrze, mieliśmy problemy sprzętowe, ale cóż, taki jest czasami żużel. Mistrzostwo Europy na zakończenie sezonu było bardzo miłym akcentem. To osiągnięcie przez bardzo długi czas wydawało mi się nieco nierealne i do końca w to nie wierzyłem, ale to były wyjątkowe chwile.

Wiele osób lekceważyło Motor i skazywało na pożarcie…
Wydaje mi się, że tak jest zawsze w przypadku beniaminków. Nasz problem w tym sezonie polegał na tym, że nie każdy zawodnik jeździł w każdym spotkaniu na miarę pełni swoich możliwości. Pojawiały się kłopoty z regularnym punktowaniem i były one spowodowane różnymi czynnikami. Jednak, gdy wszystko funkcjonowało tak jak trzeba, to mogliśmy rywalizować z najlepszymi zespołami PGE Ekstraligi. Nawet jadąc w Lesznie potrafiliśmy mocno naciskać na drużynę mistrzów Polski na ich torze, czego niemal nikt poza nami w tym sezonie nie dokonał. Podobnie było we Wrocławiu. Dlatego należy uznać ten sezon za udany. Oczywiście, byliśmy przed rozgrywkami niedoceniani przez pewne osoby, ale udowodniliśmy im, że są w błędzie.

W utrzymaniu pomogło wam wsparcie kibiców?
I to jak! W trakcie swojej kariery jeździłem dla różnych klubów w Polsce, a także na największych stadionach świata. Powtórzę jednak po raz kolejny, że nigdy nigdzie nie doświadczyłem takiej atmosfery jak w Lublinie. To coś niesamowitego. Nigdy nie spotkałem kibiców z taką pasją do żużla, jak ci z Lublina. Miałem przed tym sezonem określone cele i plany, ale zupełnie nie spodziewałem się, że nasi fani będą aż tak wspaniali. Dzięki tej miłości i wsparciu, bardzo szybko zadomowiłem się w Lublinie. Jestem ogromnie szczęśliwy i wdzięczny za to wszystko.

A zatem pozostanie w Speed Car Motorze na kolejny sezon będzie dla ciebie dużą przyjemnością?
Zdecydowanie tak. Właśnie po to jeździmy na żużlu, by występować przed takimi kibicami. Wiadomo, że speedway to nasze życie, ale też nasza praca, która przede wszystkim musi przynosić radość. To właśnie jest w tym sporcie najważniejsze. A takie wsparcie fanów czyni żużel dziesięć razy fajniejszym.