30 lat temu Hans Nielsen rozkochał w sobie Lublin
1 kwietnia 1990 roku zapisał się złotymi zgłoskami w historii lubelskiego żużla. Wtedy bowiem swój debiut w barwach Motoru Lublin zaliczył ówczesny mistrz świata – Hans Nielsen. Duńczyk był pierwszym zawodnikiem światowego formatu, który pojawił się w polskiej lidze.
– To była duża niespodzianka i właściwie nie chciało się wierzyć, że taki ruch jest możliwy. Nie ma co ukrywać, że część żużlowych działaczy w Polsce do końca nie wierzyła, że Hans wystąpi w Lublinie i mówiła, że prędzej im kwiatki na rękach wyrosną – wspomina Jacek Ziółkowski.
W związku z przypadającą wówczas datą wiele osób spodziewało się, że zapowiadane przybycie Nielsena będzie jedynie primaaprilisowym żartem. Tymczasem ku uciesze lokalnych kibiców, słynny „Profesor z Oxfordu” pojawił się na stadionie przy Alejach Zygmuntowskich. – Niejednokrotnie już mówiłem, że Hans był u nas wyczekiwany i przyjmowany jak papież – uśmiecha się Marek Kępa, jedna z legend lubelskiego żużla. – Dla Lublina to był wtedy szok. Także dla wielu zawodników, którzy zobaczyli człowieka z jakby innej planety. Jego kolorowe kombinezony i perfekcyjny sprzęt robiły wtedy ogromne wrażenie – dodaje.
Motor był wówczas ligowym beniaminkiem, który podejmował na lubelskim torze ROW Rybnik. Spotkanie zakończyło się zwycięstwem zespołu gospodarzy 50:40. Nielsen zdobył w tamtych zawodach 14 punktów w pięciu startach, tylko raz przyjeżdżając na metę na drugiej pozycji. – Tor był tego dnia bardzo twardy, przez co w meczu nie było zbyt wielu mijanek. W jednym z wyścigów Hans nie poradził sobie z Eugeniuszem Skupieniem. Przegrał start, a przy tak twardej nawierzchni ciężko było potem zaatakować rywala. Nasza drużyna wtedy wygrała, choć pamiętam, że zawodnicy z Rybnika zanotowali kilka defektów, jadąc na punktowanych pozycjach – podkreśla Jacek Ziółkowski.
14 oczek w tym historycznym meczu przy Alejach Zygmuntowskich zdobył także rodowity lublinianin Dariusz Śledź. – Debiut Hansa był wielkim wydarzeniem nie tylko dla lubelskiego żużla, ale ogólnie dla całego sportu w Polsce – mówi popularny „Rybka”. – Dla nas jako zawodników to również było duże przeżycie, bo każdy wiedział, ile nazwisko Nielsena znaczy w speedwayu. Czy występ u boku Duńczyka był spełnieniem marzeń? Marzeniem to było pokonać go na torze (śmiech). Cieszyliśmy się, że możemy się od niego uczyć, a także, że pomimo gwiazdorskiego statusu się nie wywyższa i jest bardzo otwarty wobec wszystkich. Bo to był całkiem normalny mistrz świata – śmieje się Śledź.
Wszystkie osoby, które miały styczność z Nielsenem zgodnie twierdzą, że to nie tylko wybitny sportowiec, ale również bardzo sympatyczna osoba. – Nie chodzi nawet o ilości punktów, jakie zdobywał, ale również o to, że z nim nigdy nie było żadnego problemu. W trakcie pobytu Hansa w naszym klubie byłem kilka lub kilkanaście razy kierownikiem drużyny i naprawdę współpraca układała się doskonale. Nigdy nie marudził na numer startowy lub cokolwiek innego. Pojawiał się na stadionie, patrzył na tor i robił swoje. Jego pobyt w naszym klubie to były piękne czasy. Nie wierzyłem, że pod względem zainteresowania kibiców taki okres kiedykolwiek powróci. Na szczęście, podobna euforia miała miejsce w ostatnich sezonach – kończy Ziółkowski.
Hans Nielsen jeździł dla Motoru w latach 1990-1993. W swoim drugim sezonie w barwach lubelskiego klubu Duńczyk był jednym z autorów największego jak dotąd sukcesu naszego klubu, czyli drużynowego wicemistrzostwa Polski.